Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Głupi pomysł.


.księga.[0] x .ukochaj Julię. x .rozdziały.
Było tu 858 czytelników.

Głupi pomysł.

- Ależ panie redaktorze! To niemoralne...- powiedziałam pochylając się lekko do przodu i kładąc ręce płasko na blacie szklanego stołu.

- Panno Alicjo, chcę po prostu artykułu o życiu w Domach Dziecka, a pani zależy przecież na awansie...Jeśli nie, to przejmie ten artykuł Marczakiewicz...

Pomyślałam przez chwilę. Postawił mnie w bardzo trudnej sytuacji. Awans był moim marzeniem.

- To jak? Podsyłać do pani to dziecko, czy nie? - usłyszałam niecierpliwe pytanie redaktora magazynu.

Popatrzyłam na swoje paznokcie. To było takie okrutne przedsięwzięcie, ale jakiż kuszący skutek...Zabębniłam palcami po blacie stołu.

- Dobrze.

Wstałam i schyliłam się po swoją torbę, następnie wkładając ją na ramię. Spojrzałam na redaktora raz jeszcze. Przeczesywał palcem swoje krzaczaste wąsy.

- Podeśle dziecko około siedemnastej, niech pani czeka pod swoim mieszkaniem.

Skinęłam głową i czym prędzej wyszłam z gabinetu. Dopiero za drzwiami odetchnęłam z ulgą. Przeszłam przez krótki, oszklony korytarz. Gdybym nie miała szpilek, to dawno nie byłoby mnie już w redakcji pisma Farsa
Już miałam wychodzić przez drzwi obrotowe, gdy zatrzymała mnie jedna z sekretarek - Ewa.

- Alicja! I jak?

Zatrzymałam się i zdjęłam torebkę z ramienia. Zaśmiałam się.

- Przecież wiem, że słyszałaś...Ewo.

Dziewczyna odchrząknęła, skinęła głową i wymamrotała : To ja już...pójdę i po chwili widziałam tylko oddalający się tył rudowłosej głowy. Obróciłam się i wyszłam na zewnątrz. Spojrzałam na zegarek na moim przegubie. Godzina szesnasta.

Przywołałam taksówkę skinieniem ręki. Kierowca zatrzymał auto, a ja podeszłam i wsiadłam do maszyny.

- Dzień dobry. Gdzie jedziemy...-taksówkarz odwrócił się i zlustrował mnie wzrokiem. Miał około trzydziestu lat, lekki zarost, czarne włosy i oczy. - ...madame?

- Na Floriańską.

Uśmiechnął się jeszcze i zapalił samochód. Rozsiadłam się na fotelu, penetrując pilnie przez okno ulice Krakowa. Mieszkam tu ponad dwa lata, ale jeszcze nie znam dobrze całego miasta, bo zawsze praca była ważniejsza. Westchnęłam cicho.

- Ciężkim dzień? - doszło do moich uszów pytanie taksówkarza. Zerknął w lusterko, by zobaczyć moją minę.

- Trochę tak. - wymamrotałam i nadal gapiłam się w okno. Jechaliśmy właśnie ulicą św. Marka, przy której mieści się Polska Akademia Nauk. Codziennie przechodzę tą ulicą, gdy idę do pracy. Mieszczą się przy tej ulicy wspaniałe kafejki, w których parzą najlepszą kawę w całym Krakowie, a wcale nie za wygórowaną cenę.
Właśnie przejeżdżaliśmy koło jednej z nich. Nazywa się Gorycz. Wystrój tej kafejki jest średniowieczny, trochę mroczny, ale bardzo przyjemny. Sprzedaję się tam także wspaniałe pieczywo, które kupuje prawie całe Kraków, włącznie ze mną oczywiście.
Taksówkarz skręcił w lewo, na ulicę Floriańską i zaparkował zaraz za światłami. Zaczęłam zbierać się do wyjścia.

- Ile płacę? - zapytałam.
- Piętnaście złotych. - oznajmił po krótkiej chwili taksówkarz, stukając w klawiaturę jakiegoś przyrządu.
Wyjęłam z torby portfel i dałam mężczyźnie banknot dwudziestozłotowy.

- Reszty nie trzeba. - uśmiechnęłam się i otworzyłam drzwi samochodu, po czym wysiadłam. - Do widzenia panu.

Zamknęłam drzwi taksówki i powędrowałam w stronę jednej z kamienic pomalowanej na zielony kolor, acz trochę już obdrapanej. Mieszkam na ostatnim, drugim piętrze tej kamienicy. Z mojego okna w mieszkaniu widzę całą ulicę Floriańską od strony południowej.
Weszłam po skrzypiących lekko schodach i otworzyłam drzwi do mieszkania.
Urządziłam je nowocześnie. Ściany miały stonowane barwy piasku, na podłogach panele, bez dywanów.
Torbę pozostawiłam na krześle w przedpokoju, jak i buty - średniej wielkości szpilki. Z każdym krokiem w tym obuwiu czułam jakbym stąpała po rozżarzonych węgielkach.
Od razu ruszyłam do kuchni. Dziecko, które przyśle mi redaktor Farsy na pewno będzie głodne i trzeba je nakarmić. Niestety...nie umiałam gotować. To zamiłowanie nie jest chyba genetycznie przekazywane, gdyż moja mama gotuje jak kucharz po wyższych studiach i wieloletnim stażu.
W końcu zdecydowałam, że zamówię pizzę. Dzieci luią pizzę, ja - niekoniecznie. Nie przepadam za szybkimi daniami.


Była godzina za piętnaście piąta, więc postanowiłam poczekać na zewnątrz. Ubrałam się w szary sweter, dżinsy i jakieś czarne baleriny. Szpilki omijałam wielkim łukiem. Zamknęłam drzwi i zeszłam na chodnik.
Floriańska jest krótką ulicą, z mnóstwem bloków i kamienic i bloków sprzed drugiej wojny światowej. Niedaleko znajdywały się piękne parki, Brama Floriańska i Kościół Pijarów.

Po chwili, przy jednym z krawężników stanęła taksówka. O dziwo wyszedł z niej kierowca, który wiózł mnie dzisiejszego dnia do domu. Otworzył tylne drzwi i po chwili wysiadła z auta mała dziewczynka, o prawie białych włosach i dużych, czekoladowych oczach. Na plecak miała mały plecak z uwielbianą ostatnio przez dzieci Hannah Montaną.
Kierowca z bagażnika auta wyjął sporą walizkę na kółkach. Dziewczynka rozglądała się i chyba tego czego szukała nie dostrzegła, gdyż posmutniała.
Wiedziałam już, że to ta dziewczynka. Pewnym krokiem ruszyłam w stronę taksówki. Dziewczynka spojrzała na mnie i jej buźka pojaśniała. Zauważył mnie także kierowca taksówki.

- Pani Alicja?! - usłyszałam głos dziewczynki.

-Tak, to ja. - powiedziałam z uśmiechem i zwróciłam się do taksówkarza. - Witam pana po raz drugi.
Mężczyzna skinął głową i podał mi walizkę.

- Chodź, nie będziemy panu przeszkadzać.- powiedziałam do dziewczynki i poprowadziłam ją do mojej kamienicy.

` fabric. 3/10/2009 17:35:16 [Powrót] oceń.






Szablon

Wykonała ` fabric. dla siebie samej.Zdjęcie Kate. Najlepiej działa w przeglądarce Mozilla Firefox, nie wiadomo jak w innych.